11.09.2014

8: Na pustyni Harackiej II

Pierwszym co usłyszała było jej własne imię. Na początku nie potrafiła rozpoznać głosy. Potem jednak uświadomiła sobie że to Dakelan co chwilę ją ocuca. Otworzyła powoli oczy. Dotarło światło, kolory, powoli wracała świadomość. Rozejrzała się, kiedy dotarł do niej ból. Poczuła jakby wszystko sobie połamała. Szok bólowy przez kilka chwil jeszcze panował nad nią, nie pozwalając jej myśleć. Co to jest do cholery! - wrzasnęła w myślach.
Dakelan kucał obok i ktoś stał za nim. Ktoś podchodził. Kto?
- Hm...obudziłaś się. Jak kąpiel? - usłyszała znajomy spokojny głos.
Warknęła coś pod nosem, co nie było dobrym pomysłem, nawet tam znajdowały się małe mięśnie które natychmiast reagowały bólem. Sokrenin stanął przed nią.
- Niech zgadnę...wszystko cię boli? - westchnął ciężko, po czym wyjaśnił - To co masz w sobie to płynny hadasic. Gratuluję spostrzegawczości. - mruknął widząc w jej oczach zmieszaną ból i złość - Może jednak jeszcze jedno ci uświadomię. Leżysz na moim łóżku, przykryta kocem, bo nie masz na sobie ubrania. - powiedział szybko.

Zamarła. Faktycznie. Dopiero teraz zwróciła na to uwagę. Cholera! - krzyknęła w myślach
- Nie jesteś w stanie sama się ubrać, a ja nie jestem gwałcicielem. - mówił spokojnym głosem – Ale mogę kazać kilku kobietom żeby ci pomogły, jeżeli ładnie poprosisz.
Zacisnęła zęby czując straszne upokorzenie i złość. Właściwie to do czego dodali hadasic? Do wody? Do mydła?
- Dobra... - wycedziła.
- Powiedziałem: ładnie poprosisz.
- Proszę... - wykrztusiła, nawet to bolało.
- No i okej. - uśmiechnął się lekko.
Powiedział coś do strażnika w swoim języku a ten wybiegł. Zaraz pojawił się w środku z dwoma kobietami. Jedna była starsza druga młodsza. Ukłoniły się z szacunkiem przed Sokreninem.
- Tak panie? - zapytała ta starsza.
- Ubierzcie ją. - rozkazał sucho Sokernin, po czym powiedział do reszty – Odwróćcie się.
Nawet ją to zaskoczyło. Nie chce jej upokorzyć jak reszta? Jednak wszyscy wykonali ten rozkaz nawet on i Dakelan. Kobiety niepewnie podeszły do Elfki i odkryły ją. Poczuła nieprzyjemny dreszcz.
- Nie chcę zrobić nic co by naraziło twoją godność Ariso. Dawniej przecież byłem twoim zaufanym znajomym. -westchnął po czym dodał - Eukedus jednak mnie przekupił.
Kobiety zaczęły ją ubierać, delikatnie i sprawnie. Starała się nie napinać mieści, jednak czasami było to niemożliwe. Poczuła, że cię czerwieni.
- Byłeś... - wykrztusiła.
- Wiesz że Senanie nie są najbogatsi. Muszę dbać o swój lud. - odparł.
- Ale...dlaczego naszym...kosztem...? - powiedziała przerywając, ból był wszędzie.
Młodsza kobieta wsunęła jej rękę pod plecy i podniosła lekko. Założyła paski na piersi i zawiązała z tyłu. Miała ciepłe chude dłonie.
- Wiem że dużo mówiłem o tym, iż Eukedys zrobił źle. Bo zrobił. Nienawidzę go dalej, choćby dla tego do czego mnie zmusza. - usprawiedliwiał się.
- Nie musisz tego robić...Dakelan z pewnością...
- Dakelan! - prychnął, podczas gdy kobieta założyła jej tunikę – Nie wygracie tej bitwy. To jest niemożliwe!
- Smoki...
- Smoki dwa razy włączyły się do bitwy, w przeciągu dziesięciu wieków. Nie możliwe by teraz coś pomogły. Żyją w górach i jak sądzę nie mają zamiaru się stamtąd ruszać.
- Ale...jeżeli uda nam się...wystąpić przeciw Eukedusowi...przyłączysz się? - nie umiała za bardzo złapać powietrza.
- Nie ma takiej opcji, żebym wam nie pomógł go obalić. - powiedział z uśmieszkiem na twarzy.
Ubrały ją do końca. Arisa też chciała się uśmiechnąć ale nie udało się. Sokrenin odprawił kobiety i odwrócił się z powrotem.
- Teraz leż. Wyruszamy niedługo. - zwrócił się do strażników: - Puśćcie Dakelana i tak nigdzie nie ucieknie bez niej. A i już możecie się odwrócić.
Nakazał jej leżeć, a gdzie miała by się ruszyć? - pomyślała. Strażnicy zrobili to co kazał. Dakelan usiadł na łóżku obok elfki.
- Gdzie jest nasza broń? - zapytał Dakelan Sokrenina podejrzliwie.
- W bezpiecznym miejscu, może ją kiedyś odzyskacie. Przygotujcie się do podróży, na zamek królewski.
- A gdzie... nasze konie? - spytała Arisa zmartwiona o swojego Aresa.
- Spokojnie, będziecie na nich jechać. - odpowiedział.
- Łatwo ci mówić. - prychnął Dakelan

***


Arisa przyodziana nieco później w czarny płaszcz miała ochotę popędzić Aresa do galopu. Nie miała jednak jak. Senanie jechali, a właściwie latali, na ptakach występujących jedynie na pustyni. Czyli na renakach. Pozwalało im to obserwować ją i Dakelana z góry.
Renaki były dziwnymi zwierzętami. Przypominały budową strusia jednak były bardziej wytrzymałe i miały o wiele większe umięśnione skrzydła i masywniejsze nogi. Ich futro było szare a skóra niemal biała, oczy miały małe jednak reszta zmysłów była wyostrzona.
Słońce znów dawało o sobie znać. Na szczęście zadbano by ani Dalekan ani Arisa nie przegrzali się. Było tu nawet spokojnie, jeżeli nie liczyć skrzeczenia raz po raz renaków.
Mówił że może potem odzyskamy broń. Może mają tu ją gdzieś ze sobą? Spojrzała odruchowo do góry, unosząc głowę. Zaraz potem, poczuła ból a z jej gardła wyrwał się krzyk. Sprowadziła głowę z powrotem, co również sprawiło ból. Samo utrzymanie się na koniu, wymagało wciąż napiętych mięśni, a to przy hadasicu, nie było łatwym zadaniem.
Jeden z Senanów wylądował. Jego renak chodził teraz przy jej koniu, a tak właściwie to śmiesznie podskakiwał.
- Nie polecam ruszania się. - rozpoznała głos Sokrenina – Chyba że trucizna ma szybciej cię wykończyć. A szkoda by było.
Spojrzała na niego ruchem gałek ocznych zła.
- Mówię, nie ruszaj się, to nie słuchasz. - mruknął niezadowolony.
Patrzał to na nią, to na drogę.
- Została nam jeszcze tylko jedna noc. Wiesz? Podróżujemy już dwa dni. Mam nadzieję że trucizna cię za bardzo nie uszkodziła. Zapewne byłoby to przeszkodą, w obaleniu Eukedusa.
Gadał jakby sam do siebie. Najwyraźniej nudził się.
- Yhm... - wydała cichy pomruk spod kaptura.
- Naprawdę wszystko cię tak boli? - zapytał niewinnie
Poczuła jak dotyka jej ręki, i podnosi ją. Odruchowo napięła mięśnie, co spowodowało falę bólu. Krzyknęła i osunęła się z konia zapominając o napinaniu mięśni nóg. Ares zatrzymał się a razem z nim renak Sokrenina.
- Wybacz. - skrzywił się.
Zsiadł z dużego ptaka i podszedł. Zaraz obok pojawił się Dakelan.
- Arisa nic ci nie jest? - zapytał zmartwiony kucając.
Nie odpowiedziała. Oddychała szybko zaciskając powieki, co fundowało kolejny ból.
- Trzeba ją wnieść z powrotem na konia. - stwierdził Sokrenin.
- Wiem. - odparł szorstko Dakelan
- Idź do swojego i wsiadaj. Zaraz znów ruszymy. - polecił.
Dakelan patrzał przez chwilę na niego wahając się ale zaraz potem ruszył do swojej klaczy Alys.
Jeszcze dwa renaki, wylądowały. W sumie posadziło na koniu Arisę trzech mężczyzn, co było nieco upokarzające. Następnie wsiedli z powrotem na renaki. Dwóch mężczyzn wzleciało, ale Sokrenin został. Pogonił Aresa, by ruszył.
- No. - powiedział – Przynajmniej wiem na czym stoimy. Dobrze że wzięliśmy te nosze.
- Nosze...? - wydukała
- Tak. Musimy cię jakoś wprowadzić do zamku. Dakelan sam będzie umiał chodzić, ty nie sądzę.
- Yhm...
Westchnął i wzleciał w powietrze.
- Widzimy się wieczorem! - krzyknął gdy jeszcze był na tyle blisko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz